Zmarł Znany dziennikarz sportowy Wojciech Gorczyca.

Zmarł Wojciech Gorczyca

W Krakowie zmarł po długiej chorobie znany dziennikarz sportowy, Wojciech Gorczyca. Miał 68 lat.

Po studiach początkowo pracował jako nauczyciel, ale zawsze ciągnęło go do sportu. Próbował swych sił m.in. w dżudo – potem miał uprawnienia sędziego w tej dyscyplinie – biegał trochę na 110 metrów przez płotki, ale uznał, że nie będzie przynajmniej dobrym sportowcem. Przerzucił się na dziennikarstwo sportowe. Najpierw współpracował z Dziennikiem Polskim – przez jakiś czas etatowo związany jednak był z pismem krakowskiego MPK „Sygnałami” – po czym zaczął pisać do katowickiego „Sportu”. Robił to przez prawie 30 lat. Publikował zresztą w wielu pismach, pod koniec swej działalności głównie w „Gazecie Krakowskiej”. Pisać bardzo lubił. Zostawił po sobie niezliczoną ilość programów sportowych, a także wiele różnych opracowań historycznych z dziejów sportu. Nie tylko w Małopolsce, ale w całym kraju. Dotyczyły przede wszystkim lokalnych wydarzeń sportowych, czy często historii małych klubów.

Wielką Jego pasją była spikerka. Można było Go usłyszeć podczas meczów I ligi piłki nożnej (znajdował czas też na klasę A), siatkówki, przeróżnych turniejów bokserskich – także mistrzostw Polski, czy zawodów międzynarodowych, a przez lata miał monopol na „Złotą Rękawicę Wisły” – imprez żużlowych, łuczniczych, czy w dżudo. Było to o tyle zaskakujące, że miał wadę wymowy. Jąkał się, ale kiedy brał mikrofon, znikała jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki

Udzielał się także w różnych organizacjach sportowych, a jak trzeba było, to wspomagał kluby czy będące w potrzebie drużyny. Był m.in. prezesem Małopolskiego Związku Bokserskiego, działał w łucznictwie, dżudo, czy w futbolu na niższych szczeblach. Spotkać go można było w przeróżnych miejscach.

Dla wielu z tych, którzy znali Wojtka – było to bardzo liczne grono w całym kraju – świat będzie jakiś bardziej szary. Był bowiem bardzo barwną postacią, mimo że chodził właściwie tylko jedną ścieżką. Był przy tym bohaterem wielu i często opowiadanych anegdot. – Podczas Spartakiady Armii Zaprzyjaźnionych w Bydgoszczy w 1985 roku prowadził spikerkę w zawodach bokserskich – mówi krakowski dziennikarz i wielki sympatyk pięściarstwa, Jerzy Cierpiatka. – Ring był ustawiony w amfiteatrze i dla zawodników ustawiono tam specjalne wiaty. Podczas jednej z walk z takiej właśnie wiaty zaczęły dochodzić odgłosy potężnych uderzeń. I wtedy odezwał się Wojtek – „Proszę państwa, to nie wściekły koń wpadł do stajni, ale słynny kubański bokser Teofilo Stevenson szykuje się do czekającego go pojedynku”.

Sam po tej walce, z Rosjaninem Wiaczesławem Jakowlewem, mówił, iż był jedynym Polakiem, któremu przydarzyło się ogłosić przegraną Kubańczyka. Wojtek sam bowiem lubił przytaczać różne anegdoty. Tak było np. po pewnym turnieju pięściarskim, podczas którego był spikerem. – Żegnano tam pewnego sędziego, którego marzeniem było prowadzić walkę w ringu w zawodach międzynarodowych – opowiadał. – Przez kilka dni uczono go więc liczyć po angielsku. One, two, three … . I przyszło mu wyliczyć leżącego na deskach gościa. „Jeden łan, dwa łany, trzy łany …”.

Pogrzeb Wojciech Gorczycy odbędzie się w piątek, 17 lutego, o godz. 14.20 na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

(BP)

Gorczyca